Opowiastka wigilijna
Opowiadanie przedświąteczne
W dniu wigilii klasowej weszłam do szkoły co najmniej zaniepokojona. W tym roku chłopcy z naszej klasy mieli robić żartobliwe prezenty. Podeszłam do mojej o rok starszej koleżanki Julii. Znamy się z zajęć rysunku i już nie raz, nie dwa cierpliwie wysłuchiwała moich żalów. Do dzwonka brakowało 5 minut.
– Cześć, Jula! Jak odczucia przed klasową wigilią?
– Cześć! Bardzo się cieszę z tej uroczystości, chociaż trochę też mi smutno. To moja ostatnia wigilia w tej szkole.
No tak, pomyślałam, przecież ona jest w ósmej klasie.
– A co u ciebie? – spytała.
– Gorzej.
– Co się stało?
– Chłopacy z mojej klasy będą robić prezenty dla żartu i wtedy wiesz…
– Czar świąt pryska.
– Jakbyś zgadła!
Zadzwonił dzwonek. Julia zrobiła współczującą minę, uśmiechnęłam się i poszłyśmy do swoich sal.
Gdy już wszyscy weszli i zajęli miejsca, pani Gryzmołek (tak nazywamy naszą brzydko piszącą wychowawczynię) poprosiła o odłożenie prezentów pod choinkę i zaczęła swoją coroczną gadkę o tym, że święta to coś więcej niż tylko podarki zawinięte w kolorowy papier z ozdobnymi wstążkami. Każdy z nas znał tę przemowę na pamięć, bo nasza pani powtarza ją od czwartej klasy.
Pani Gryzmołek zbliżała się do końca, kiedy nagle znów zadzwonił dzwonek. Sygnału nie sposób pomylić. Alarm pożarowy. Znowu ćwiczymy. Akurat dziś. Liczymy się i schodzimy parami za budynek. Tam stoją już inne klasy, pani dyrektor zbiera raporty. Stajemy, marzniemy, a ognia żadnego nie widać.
Widzę za to Asię w kurtce Roberta i gruby wełniany szal, który Martyna próbuje owinąć wokół szyi Adama. Nieborak wybiegł na boisko w letniej koszulce! Ktoś się poślizgnął, ale już stoi podtrzymywany przez pomocne ramiona, stoi i się śmieje. Za chwilę wydajemy z siebie westchnienie udawanej ulgi, bo słyszymy komunikat, że to kolejny alarm próbny.
No to wracamy. Wracamy do wigilijnego stołu, do choinki, do paczuszek skrywających tajemnice. Wtedy zdaję sobie sprawę, że czeka nas w szkole coś dużo lepszego – uściski, uśmiechy, słowa pełne życzliwości. Inni też to chyba zauważyli. I jeszcze komentarz pani Gryzmołek: „Prawdziwych świątecznych prezentów nie da się zapakować. To serdeczność i przyjaźń oraz to, że potrafimy się o siebie troszczyć. Nawet gdy nas przestraszy alarm!”.
Wszyscyśmy zrozumieli, ile radości daje czas spędzany wspólnie, najpiękniejszy dar w najpiękniejsze święta.
Z najlepszymi życzeniami
Szóstoklasiści z Koła polonistycznego